Zespół jelita nadwrażliwego- moja wygrana walka.

Zespół jelita nadwrażliwego (ang. IBS – irritable bowel syndrome)

O zespole jelita nadwrażliwego słyszał chyba każdy. Jest to najczęściej występująca choroba przewodu pokarmowego na świecie, cierpi na nią od 10 do 15% populacji ludzkiej. Aż 60-65% tej liczby to kobiety. Co ciekawe cierpią na nią już nawet małe dzieci! Przyczyny tej  choroby nie są niestety jak dotąd znane. (*)

Czym charakteryzuje się zespół jelita nadwrażliwego?

Choroba ta charakteryzuje się bólem bądź dyskomfortem w podbrzuszu, zaburzonym funkcjonowaniem jelit ( zbyt częste lub zbyt rzadkie wypróżnienia, bądź jedno i drugie na zmianę), wzdęciami, tzw. przelewaniem w brzuchu, uczuciem pełności w żołądku, zgagą.

Moja walka z IBS

To by było na tyle jeśli chodzi o fakty naukowe. Teraz wróćmy do mnie. Jak sam tytuł wskazuje i mnie dotknęła ta bardzo uciążliwa choroba. A zaczęło się to około 8 lat temu. Jak się pewnie domyślacie zauważyłam u siebie bardzo niepokojące objawy. Po każdym posiłku mój brzuch puchł jak balon. Wyglądało to komicznie, gdyż będąc szczupłą osobą wyglądałam jak dobosz noszący przed sobą sporej wielkości bębenek. Po jakimś czasie doszły bardzo silne bóle brzucha,a za tym dołączył łańcuszek pozostałych objawów typowych dla tej choroby. Niestety, jak się później okazało miałam naprzemienną formę tej choroby.

Przez długi czas nie miałam zielonego pojęcia co się ze mną dzieje. W końcu postanowiłam udać się po pomoc do lekarza rodzinnego, gdzie zostałam zasypana różnego rodzaju farmakologią.  Grzecznie przyjmowałam wszystko co zostało mi przepisane z nadzieją na cudowne uleczenie. Niestety cud nie nadchodził, a mój stan się pogłebiał. Nagle oprócz brzucha ogromnego jak balon, zaczęło mi puchnąć całe ciało, w tym twarz i palce, robiłam się również bardzo drażliwa. Zauważyłam pewną zależność pomiędzy chorobą ,a obniżonym nastrojem (dziś już wiem jak ważną rolę w naszym samopoczuciu pełnią jelita, które nazywane są drugim mózgiem!).

W końcu zmęczona brakiem skuteczności w działaniach mojego lekarza, sama postanowiłam zgłębić naturę mojej choroby. Czytałam wszystko co było dostępne na temat tej dolegliwości. I postanowiłam wprowadzić pewne zmiany zarówno w mojej diecie, jak i stylu życia. Jak się później okazało… bardzo skuteczne.

Moje kroki w walce z IBS:

  1. Zmiana porcji jedzenia na mniejsze- bardzo kocham jeść, więc nie było to łatwe, ale po pewnym czasie zauważyłam, iż mniejsze porcje zupełnie mi wystarczają.
  2. Bezwzględny zakaz objadania się na noc- kiedyś uwiebiałam zamówić pizzę o 10 wieczorem i razem z moim ukochanym schrupać ją oglądając film. Pizzę kocham, więc jem ją nadal, natomiast rzadziej, mniej i nie późnym wieczorem.
  3. Całkowity zakaz przetworzonego jedzenia i fast foodów – jak każdy z nas, lubiłam czasem zrobić tzw. obiad ze słoika, pomimo iż na naklejce dołączonej do tegoż słoika widnieje śliczna tablica Mendelewa. Wiem doskonale, iż powinnam zaliczyć tu pizzę. Natomiast miłość do wszelkiego rodzaju włoskiego jedzenia nie pozwala mi na to;)
  4. Ruch- zaczęłam uprawiać sport. Po latach bycia kanapowcem, ruszyłam swoje cztery litery i zaczęłam uprawiać pilates, następnie dołączył body balans, potem joga i na końcu moja miłość czyli BJJ (brazyliskie jiu jitsu), oczywiście nie trzeba tak jak ja rzucać się ze skrajności w skrajność, ale ruch jest konieczny. Nie od dziś wiadomo, iż sport to zdrowie:)
  5. Melisa- pogrubione litery są tu jak najbardziej uzasadnione. Melisa, jestem pewna, zdziałała cuda. Zaczęłam ją pić zupełnie przypadkiem, gdy przypomniało mi się, iż ma ona działanie relaksujące. Po kilku miesiącach picia herbatek z melisy zauważyłam, iż przestaje puchnąć mi brzuch. Byłam bardzo sceptyczna co do tego odkrycia, w głowie szukałam innych opcji, które mogły mi pomóc. Postanowiłam więc zrobić eksperyment i odstawić melisę na jakiś czas- brzuch powrócił! Teraz po latach picia melisy, wiem iż jest to lekarstwo na zespół jelita wrażliwego. Chciałabym podkreślić, iż na efekty należy poczekać, zioła nie są tak silne jak farmakologia, ale jakie skuteczne! (O ziołach więcej pisałam tutaj: https://www.cytrynoweniebo.com/rosliny-nas-ocala/)
  6. Relaks- sposobów na relaks jest wiele, ja polecam spacery, medytację, świadome oddychanie, czytanie czy też po prostu przytulenie się do ukochanej osoby czy naszego dziecka. Ja osobiście, z ręką na sercu polecam wszystkie te metody. Człowiek jest jak machina, w której wszystkie trybiki są ze sobą połączone, jeśli jeden źle działa, działanie całej maszyny zostanie zaburzone. Stres wywołuje i nasila objawy IBS, dlatego tak ważne jest aby dbać o swój dobrobyt emocjonalny.
  7. Wykluczenie mleka krowiego z diety- nietoleruję laktozy, czyli cukru zawartego w mleku. Niestety przez wiele lat nie łączyłam bólów brzucha z piciem napoju zawierającego mleko, bądź samego mleka. Naukowcy są zgodni, iż ignorowanie nietolerancji laktozy powoduje zespół jelita nadwrażliwego.
  8. Chleb żytni- przyznaję się bez bicia, iż zdarza mi się nadal zjeść biały chleb, aczkolwiek pieczywem dominującym w mojej diecie jest pieczywo żytnie.
  9. Mięta- i znowu zioło. Kiedy mam ochotę na fasolkę po bretońsku (którą uwielbiam, a kiedyś absolutnie jeść nie mogłam) czy brokuła (ta sama historia) po prostu je jem, ale popijam je świerzo zaparzoną herbatką miętową (oczywiście nie bezpośrednio po jedzeniu). To działa! Pod warunkiem, iż inne punkty są również spełnione.
  10. Papierosy i alkohol- nawet pięcioletnie dziecko wie, iż papierosy i alkohol szkodzą, więc ja tu oczywistych rzeczy tłumaczyć nie będę.

Bardzo ważne:

Nie jestem lekarzem, więc moje rady nie zastąpią wizyty lekarskiej. Ja jedynie opisałam swoją drogę, na końcu której czekała na mnie jakże upragniona nagroda- zdrowe jelita, a co się z tym wiąże zdrowe emocje. Lekarze twierdzą, iż zespół jelita nadwrażliwego jest nieuleczalny, być może tak jest. Zapewne, jak bym wróciłam do starych nawyków, w oka mgnieniu powróciłyby objawy choroby. Ja natomiast nie mam zamiaru tego robić, gdyż dobrze mi jest tak jak jest;) Mam szczerą nadzieję, iż pomogę choćby jednemu z Was w walce z tą paskudną dolegliwością.

Przytulam mocno,

Wiola.

Źródła:

*https://aboutibs.org/facts-about-ibs/statistics.html

*zdjęcie: https://www.shutterstock.com/search/ibs

 

 

Continue Reading

“Rośliny nas ocalą”- o cudzie natury jakim są zioła

 

Jestem ogromną fanką ziół. Stosuję je na wiele dolegliwości. I jestem chodzącym przykładem na to, że one działają.

Zacznijmy od początku.

Kiedyś, jak zapewne wielu z Was, na każdą dolegliwość sięgałam po tabletkę. Zależało mi na tym, aby w szybki i skuteczny sposób zaradzić danemu problemowi. Nie zagłębiałam się zbytnio w listę skutków ubocznych dołączoną do danego lekarstwa. Niestety, z upływem czasu skutki te same zapukały do mojej wątroby, żołądka i systemu odpornościowego. Na delikatne upomnienie mojej koleżanki, abym uważała na lekarstwa lekko poirytowana odpowiadałam, iż przecież muszę sie leczyć… Olśnienie, że tak powiem, przyszło dosyć późno, ale jak to mówią: lepiej późno, niż później;D

W pewnym momencie mojego życia, zawiedziona cudownymi pigułkami, które miały mi pomóc, a w rezultacie bardzo mi zaszkodziły, zwróciłam się ku ziołom. Z podrażnionym żołądkiem i wyjałowioną odpornością nieśmiało sięgnęłam po rośliny.

Przypomniało mi się wtedy jak w dzieciństwie wraz z moją ciocią buszowałyśmy po polach w poszukiwaniu dziurawca. Wróciło również wspomnienie wiejskich chat, w których zawsze dostrzec można było suszące się pęczki wonnego ziela. No tak! -pomyślałam, zioła stosowane były od zamierzchłych czasów, dlaczego więc ja miałabym ich nie spróbować?

Ku mojemu zdziwieniu, po jakimś czasie, zaczęłam zauważać pozytywny wpływ ziela na mój organizm. Melisa posłużyła mi do ukojenia  schorowanych jelit, pokrzywa wypłukała toksyny, lipa pomogła  w stanach przeziębienia i grypy, szałwia złagodziła stan zapalny gardła itd. Przykładów tych mogłabym mnożyć bez liku. Na własnej skórze przekonałam się, iż zioła to potęga natury, po którą warto sięgać.

Należy jednak pamiętać, iż zioła to naturalne lekarstwo. I jak z każdym lekarstwem, tak też z ziołami należy wiedzieć jak się obchodzić. Bez odpowiedniej wiedzy na ich temat możemy sobie zaszkodzić, a nawet zrobić krzywdę. Dlatego też warto pogłebiać swoja wiedzę, czytając odpowiednie publikacje na ich temat.

I tu chciałabym Wam polecić książkę Miriam Borovich pt. “Rośliny nas ocalą”. Autorka w przystępny sposób przedstawia nam 15 roślin leczniczych, które według niej “zdolne są puścić z torbami koncerny farmaceutyczne”. Jest to kompedium wiedzy na temat ziół, które mogą zastąpić środki chemiczne, po które tak chętnie dziś sięgamy, bądź wesprzeć je w walce z popularnymi chorobami.  Co mnie urzekło, autorka nie jest wcale przeciwna wynalazkom współczesnej medycycny (ja również!), a jedynie zachęca do sięgnięcia po ich naturalne zamienniki. Książka ta nie  jest na pewno typową nudną prezentacją naukową dotyczącą botaniki. Miriam Borovich w bardzo zwięzły i klarowny sposób wprowadza nas w tajniki użytkowania piętnastu cudów natury. Miłym bonusem tej książeczki są mądre przysłowia , które umieszczone są na początku każdego rozdziału. Nie mam tu na celu streszczanie tej pozycji, a jedynie zachęcenie do sięgnięcia po nią.

Jeśli  więc interesujesz się medycyną naturalną bądź jesteś zmęczona/y skutkami ubocznymi współczesnych środków farmakologicznych- jest to książka dla Ciebie. Warto dbać o swoje zdrowie.

Miłego czytania!

Wiola

Continue Reading

Prawdziwa wartość człowieka

Codziennie zalewani jesteśmy przygnębiającymi informacjami z całego świata. Pan z telewizora huczy ile osób zginęło w ostatnim ataku terrorystycznym. Pani z odbiornika radiowego donosi ile dzieci zginęło w wypadku autokarowym w drodze na wycieczkę szkolną. Nasza ulubiona strona internetowa z informacjami straszy nas zdjęciami dzieciobójców, ofiar gwałtów czy zwierząt okaleczonych przez człowieka.

A my czujemy się przytłoczeni tymi strasznymi informacjami. Świat jawi nam się jako piekło na ziemi, natomiast drugi człowiek wydaje się nam być bezlitosną bestią. Niestety żyjemy w świecie , w którym dobro się nie sprzedaje, a dobre uczynki się “nie klikają”. A przecież codziennie na świecie dochodzi do wielu aktów dobroci.  Każdego dnia miliony matek, jak i ojców z oddaniem i miłością opiekuje się swoimi dziećmi, a wielu obcych nam ludzi pracuje zupełnie za darmo w różnego rodzaju organizacjach pomagającym tym najsłabszym.

W związku z tym, postanowiłam dziś, że napiszę wam parę historii z mojego życia, bądź życia bliskich mi osób, które ukazują prawdziwą wartość człowieka. Historie, którymi się z wami podzielę, wydarzyły się naprawdę i są dowodem na to, że ludzie to wrażliwe istoty, zdolne do bezinteresownych aktów miłości.

Historia pierwsza.

Byłam malutką dziewczynką, kiedy moja babcia przykuta chorobą do łóżka opowiedziała mi piękną historię ze swojego życia. Była wojna, Niemcy wkroczyli do wsi szukając mężczyzn, których mogliby pojmać. Mój dziadek w strachu o swoje życie schował się w piwnicy. Kilku niemieckich wojaków wdarło się do domu babci w poszukiwaniu mojego dziadka. Babcia, która kochała swojego męża ponad wszystko, umierała ze strachu. Wzięła moją wtedy kilkuletnią ciocię za rękę i spojrzała błagalnie w oczy przywódcy wrogiej bandy. Ten, zapytał ją, gdzie jest jej mąż, na to babcia oczywiście odpowiedziała, że go nie ma. Niemiec spojrzał w pełne rozpaczy oczy mojej babci, po czym kucnął i wyciągnął rękę do mojej malutkiej cioci. Babcia zamarła w przerażeniu. Ciocia nie zdając sobie sprawy z zagrożenia, podeszła do wojaka i wyciągnęłą drobną rączkę… po czym na jej dłoni wylądowało małe zawiniątko, które to okazało się być cukrem zawiniętym w szmatkę (w tamtych czasach nie było słodyczy, więc taki cukier służył za dziesiejszego cukierka). Wtedy przywódca zwrócił się do swoich podwładnych: “Tu nikogo nie ma, wychodzimy!”. Podwładni zaoponowali mówiąc, iż przecież nie sprawdzili jeszcze strychu i piwnicy. Niemiecki dowodzący spojrzał na nich zimnym wzrokiem i zapytał czy mają zamiar wykonać jego rozkaz. Niemcy posłusznie opuścili chatę.

Moja kochana babcia zawsze zwykła powtarzać, że ludzie nie są źli, tylko różne doświadczenia popychają ich do robienia złych rzeczy. Babcia zawsze w każdym człowieku dostrzegała dobro.

Historia druga.

Byłam na wakacjach u mojej cioci na wsi, moi kochani dziadkowie wtedy już nie żyli. Miałam może osiem bądź dziewięć lat. Rozpętała się ogromna burza, z nieba lały się strumienie deszczu, a wicher wyrywał drzewa z korzeniami. Byliśmy przerażeni. Nikt nie wychodził z domu. Wieś powoli zalewana była przez nieustający deszcz. W końcu zostaliśmy odcięci od reszty świata, powoli wszystkim kończyło się jedzenie. Moja ciocia, jej dwie córki, ja i moja siostra zaczęłyśmy dzielić się resztkami chleba. Odcięte od prądu, bez jedzenia, w domu zalanym zewsząd rwącą wodą powoli traciłyśmy nadzieję. Nazajutrz rano usłyszałyśmy walenie w drzwi, z bijącym sercem i wielką radością otworzyłyśmy je, aby zobaczyć kto przyszedł nam z pomocą. Ku naszemu zaskoczeniu zamiast ekipy ratunkowej zobaczyłyśmy naszą daleką kuzynkę, przmoczoną do cna, z połową bochenka chleba w ręku. Wzruszenie ścisnęło nas za gardło. Chciałabym dodać, iż kuzynka ta mieszkała z mężem, pięciorgiem swoich dzieci i dwójką rodziców w domu na drugim końcu wsi. Pozostał jej jeden bochenek chleba, którego połowę, pomimo swojej licznej rodziny i okropnych warunków pogodowych, postanowiła dostarczyć nam… Do dziś nie wiem jak dotarła do domu mojej cioci, muszę ją kiedyś o to zapytać.

Historia trzecia.

Była bardzo mroźna, polska zima. Śnieg sypał gęsto, a oddech zamarzał w powietrzu. Młody pan doktor dostał wezwanie do swojego pacjenta, który mieszkał na wsi nieznacznie oddalonej od miasta tegoż doktora. Nie myśląc długo młody lekarz spakował swoją torbę i ruszył na ratunek swojemu pacjentowi. Zaraz za miastem jego samochód utknął w zaspie. Doktor bezskutecznie próbował ruszyć auto. Widząc, iż nie ma to najmnieszego sensu postanowił na piechotę dotrzeć do domu pacjenta. Jego zamiar udał się i doktor dotarł do chaty chorego mężczyzny, któremu udzielił pomocy. Jeszcze tego samego wieczoru lekarz poczuł się bardzo źle,po czym nagle stracił przytomność. Okazało się, że przemoczony i zziębnięty mężczyzna nabawił się ostrego zapalenia płuc. Z doktorem było bardzo źle, tracił i odzyskiwał przytomność. Żona lekarza opowiedziała mu, iż podczas jednego z nawrotów trzeźwego myślenia doktor wypalił: “kochanie jeśli z tego wyjdę, będę leczył pacjentów w nocy i weekendy za darmo. Na pewno nie wezmę od nich grosza”. Jak się pewnie domyślacie doktor odzyskał zdrowie (choć nabawił się przy tym choroby serca) i dotrzymał swojej obietnicy. Nigdy, przenigdy nie brał pieniędzy od pacjentów, którzy wzywali go w nocy, bądź w weekendy. Miałam niekłamaną przyjemność być pacjentką tego lekarza przez całych pięć lat. Wspaniały człowiek, o wielkim sercu, lekarz z krwi i kości.

To tyle na dziś, mam nadzieję, iż zaszczepiłam w was nadzieję, iż świat nie jest siedliskiem zła, a ludzie krwiopijczymi bestiami. Jesteśmy wspaniałymi, wrażliwymi istotami, tylko czasem pod wpływem straszliwych informacji, całkiem o tym zapominamy.

Z miłością,

Wiola.

 

Continue Reading

Szybki i skuteczny sposób na mocny ból gardła

 

Znacie taką sytuację ze swojego życia? A mianowicie budzicie się rano przeciągając się radośnie z nadzieją na cudowny nowy dzień, promienie wschodzącego słońca czule muskają waszą twarz,aż tu nagle czujecie ogromną GULĘ, która to wypełnia wasze gardło, na dodatek GULA ta ma tysiąc szpileczek, które bezlitośnie kłują przy każdej próbie przełknięcia śliny. Na dodatek zerkacie na zegarek, a tu, za około dwie godziny należy ruszyć naprzód ku swym niecierpiącym zwłoki obowiązkom, które mają w nosie, że w naszym gardle dzieje się trzecia wojna światowa.

Taka właśnie sytuacja przydarzyła mi się dziś rano. Ale zamiast usiąść i zapłakać nad swoim losem postanowiłam dzielnie stawić czoła mojemu wrogowi: GULI. Natychmiast, nie czekając, aż wróg zbierze więcej wojska zabrałam się za przygotowywanie oręża do walki z moim napastnikiem.

Na pierwszy ogień poszedł olej kokosowy, którego łyżeczkę rozpuściłam w ustach i dzielnie płukałam moją jamę ustną przez około 10 minut. Następnie do akcji wkroczył propolis, którego 5 kropelek rozpuściłam w połowie szklanki letniej wody i gotowa do boju o zdrowie mojego gardła zawzięcie wypłukałam je tą miksturą. Trzeci w kolecje stał nieustraszony Amol, którego około 10 kropli rozpuściłam w połowie szklanki letniej wody i znowu wypłukałam gardło w nadziei na zwycięstwo. Na koniec chcąc być pewna, iż wróg na pewno wycofał się z zajmowanego terenu postanowiłam wyszorować zęby. Natychmiast poczułam ulgę… zwarta i gotowa ruszyłam na podbój świata;)

A tak już na poważnie, to sposób ten niejednokrotnie ratował mi życie, postanowiłam więc się nim podzielić. Mam nadzieję, iż wam również pomoże. Stosuję go tylko w przypadku ostrego bólu gardła! Na lekki ból wystarczy zastosować jedną z wyżej wymienionych mikstur. Oczywiście nie jestem lekarzem, więc nie jest to profesjonalna porada, a jedynie wynik moich doświadczeń w walce o szybkie i skuteczne wyleczenie bolącego gardła. Jeśli ból powróci, bądź będzie się utrzymywał warto powtórzyć kurację i jak najszybciej udać się do lekarza.

Pamiętajmy, iż ból gardła jest oznaką infekcji,która zagnieździła się w naszym organiźmie. Warto więc zadbać o siebie na każdym polu. Należy zatem pić dużo ciepłych napojów, spożywać jak najwięcej świeżych warzyw i owoców, a także zaserwować sobie jak nawięcej naturalnych mikstur pokrzepiających nasz organizm. W najlepszym przypadku powinno się jak najszybciej wskoczyć do łożka, aby jak najwięcej odpoczywać.  Moja metoda, mam nadzieję, posłuży tym, którzy niestety nie mogą sobie pozwolić na luksus odpoczynku  i muszą szybko wracać do codziennych obowiązków.

Ściskam mocno,

Wiola.

 

 

 

Continue Reading

Pyszna i prosta sałatka z kuskusem i warzywami

Sałatkę tą uwielbia cała moja rodzina ze mną na czele. Jest świetna na lunch do pracy bądź na drugie śniadanie dla dziecka. Mieszanka surowych warzyw jest źródłem wielu witamin i składników mineralnych, które są niezbędne dla naszego zdrowia.

Zabierajmy się więc do pracy!

Składniki potrzebne do sałatki:

  • 250g kuskusu
  • 1 duża czerwona papryka
  • ok połowy ogórka szklarniowego
  • 1 kostka sera feta
  • 2 nieduże cebule bądż 1 duża (ja użyłam szalotek, które są delikatne w smaku)
  • 3 pomidorki winne bądź pół opakowania pomidorków koktajlowych
  • pęczek natki pietruszki (można dodać również inne zioła np. bazylię, kolendrę, miętę itd.)
  • ok 40ml oliwy z oliwek
  • mała garstka pestek słonecznika
  • mała garstka pestek dyni
  • pieprz i sól.

Wykonanie:

Wykonanie tej sałatki jest dziecinnie proste. Najpierw przygotowujemy kuskus. Sposobów na jego przygotowanie jest kilka.  Ja stosuję najprostszą i najszybszą metodę, a mianowicie wrzątkiem zalewam kuskus (trochę ponad jego poziom w misce), przykrywam go na ok. 8 min, po czym rozdrabniam widelcem i pozostawiam do ostygnięcia. Niektórzy na koniec dodają odrobinę masła bądż oliwy z oliwek, w tym przypadku oliwa jest jednym ze składników sałatki. Następnie kolejno kroimy w drobną kostkę paprykę, pomidory, ogórka, cebulę i  fetę, a następnie drobno szatkujemy natkę pietruszki. Połowę ziaren wsypujemy na surowo, a resztę lekko przyrumieniamy na patelni, uwielbiam aromat, który nadają prażone ziarna tej sałatce. Wszystkie skadniki dokładnie ze sobą mieszamy w dużej misce. Na koniec wlewamy oliwę z oliwek i doprawiamy sałatkę do smaku pieprzem i solą. Voila!

Wiadomo, iż każdy z nas ma inny smak, więc proporcje składników możemy zmieniać wedle własnego uznania. Ja często dodaję tu również awokado, które tym razem pominęłam. Od czasu do czasu dla urozmaicenia zamiast kuskusu dodaję kaszę jaglaną lub quinoa. Jest to super zdrowa i równie smakowita wersja tej sałatki. Wszystkie te trzy wersje uwielbiam.

Smacznego! 

Ściskam,
Wiola.

Continue Reading

Dlaczego warto czytać?

Książki były ze mną od zawsze. Już jako mała dziewczynka zanurzałam się w baśniowym świecie zapominając totalnie o tym, który mnie otaczał. Pamiętam to jak dziś:  leżałam w swoim łóżeczku zasłanym pościelą w niebieskie serduszka, a mama czytała mi bajki, już wtedy świat literacki wydawał mi się taaaki fascynujący. Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy i szeroko otwartymi oczami czekałam na rozwój wydarzeń i na to jak zakończy się bajka. Choć doskonale wiedziałam, że Czerwony Kapturek i babcia zostaną uratowane, to i tak za każdym razem emocjonowałam się tak, jakbym nie znała zakończenia tej bajki. Mam w głowie również inny obrazek: moja mama i tata siedzą w fotelach obok siebie, obydwoje zanurzeni w lekturach swoich książek. Podpatrywałam ich skupione twarze, a w powietrzu czuć było ciszą i magią. Ja również chciałam być taka jak oni, więc brałam swoją książęczkę i dołączałam do ich “klubu”. Uwielbiałam te nasze chwile.

Dziś, będąc dorosłą kobietą, nadal kocham czytać. Codziennie czekam na ten wieczorny moment, kiedy z kubkiem ulubionej, zielonej herbaty sięgnę po swoją wyczekaną książkę. Delektuję się tym momentem jak mogę, jest to chwila tylko dla mnie, kiedy moje ukochane dziecko śpi, mój partner oddaje się swojej pasji, a ja bez wyrzutów sumienia mogę zatopić się w literackim świecie.

Dlaczego więc warto czytać? Z wielu powodów, sami się przekonajcie.

Po pierwsze czytanie jest świetnym treningiem umysłu. Czytając rozwijamy swoje słownictwo, zdobywamy rozległą wiedzę na temat otaczającego nas świata, zgłębiamy tajemnice życia. Czyż nie jest to fascynujące? Badania mówią iż czytanie zmniejsza o 2,5 raza ryzyko zachorowania na Alzheimera! Wiadomo nie od dziś, że ludzie, którzy czytają starzeją się wolniej niż ludzie, którzy tego nie robią. Ponadto poprawia się nasza koncentracja, zdolność do zapamiętywania przez co zwiększa się wydolność naszego mózgu. Nic tylko czytać!

Po drugie czytanie rozwija naszą wyobraźnię, co jest szczególnie ważne u dzieci. Czytając wyobrażamy sobie to co widzimy na kartach naszej lektury. Nasz umysł pracuje przy tym na pełnych obrotach. Naukowcy twierdzą, iż czytając o zapachach czy też smakach pobudzamy te ośrodki w mózgu, które są odpowiedzialne za dane zmysły. Czyż nie jest to niesamowite? Po krótce oznacza to, że nasz mózg reaguje tak, jakbyśmy naprawdę smakowali pyszną potrawę lub upajali się jakimś zapachem.

Po trzecie czytanie sprawia, iż jesteśmy lepszymi ludźmi. Brzmi dziwnie? Ale to prawda. Czytając utożsamiamy się z naszymi bohaterami, przeżywamy ich troski razem z nimi, potrafimy spojrzeć na świat oczami innego człowieka. Rozwijamy się emocjonalnie i stajemy się bardziej empatyczni.

Po czwarte czytanie to relaks! Nie ma nic lepszego (OK, może jest jeszcze parę innych super fajnych zajęć;) niż zatopienie się w ukochanym fotelu czy mięciutkiej kanapie z ciekawą pozycją do przeczytania. Super relaksujące…

Po piąte czytanie jest to swego rodzaju mindfulness. Jesteś tylko tu i teraz. A to jest takie ważne w dzisiejszych niespokojnych czasach. Zanurzając się w ciekawej powieści zapominamy o wszystkich problemach, o kłótni z mężem, o denerwującym nastolatku, który pewnie jeszcze nie odrobił lekcji, czy o wkurzającym nas szefie. Ważne jest, aby książka była dla nas bardzo ciekawa, wiadomo, że nudne pozycje nie pochłoną nas, a tym nie zatopimy się w nasze “tu i teraz”.

Po szóste cytując za Umberto Eco “Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Czytając żyjemy życiem bohaterów naszych książek. Czasami dane nam jest być nędznym bezdomnym żebrzącym o kawałek chleba, innym razem wszechwładną królową wielkiego mocarstwa, innym jeszcze razem wspinamy się na szczyt Mount Everest, żeby następnym razem wcielić się w postać  lokalnej sklepikarki sprzedającej warzywa na ryneczku. Czyż nie jest to wspaniałe?

Po siódme książka to nasz niezawodny przyjaciel. Pozwoli zapomnieć o troskach, przy tym nie zarzucając swoimi, pozwoli zabić nudę, przy tym nie narzucając nam, gdzie i co mamy robić;), pomoże rozwinąć nas intelektualnie, przy tym nie krytykując nas, zrelaksuje nas, pomoże zasnąć, zmusi nas mózg do wysiłku, rozbucha naszą wyobraźnię i … zawsze jest- wystarczy po nią sięgnąć.

Mogłabym tak jeszcze pewnie wymieniać do jutra, ale muszę uciekać, gdyż jest wieczór, a tu obok mnie na kanapie czeka na mnie świeżutka, pachnąca drukiem książeczka. Zmykam parzyć herbatę!

Ściskam,

Wiola.

 

Continue Reading