Czy niebo istnieje naprawdę?

Czy niebo istnieje naprawdę?

Odpowiedź na to pytanie nasuwa mi się w mgnieniu oka. TAK!!! Chciałabym krzyczeć, chciałabym, aby wszyscy mi uwierzyli.

I tu zaczynają się schody. Jeszcze parę lat temu, jakbym usłyszała taką odpowiedź, to pierwsza myśl jaka by mi się nasunęła to: wariat! Jak można być tak pewnym, czegoś- czego nie można dotknąć ani zobaczyć?

Długo biłam się z myślami, czy pisać o tych niezwykłych wydarzeniach z mojego życia, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że niebo istnieje naprawdę.

Wiem, że wiele osób pomyśli sobie, że jestem nawiedzona, bądź szalona, bądź jeszcze, że próbuję zwrócić na siebie uwagę. Wiem, że podejmuję ogromne ryzyko, pisząc o moich duchowych przeżyciach.

Wiem też, że muszę podjąć to ryzyko. Dlaczego? Bo są na świecie ludzie, którzy potrzebują tego najbardziej na świecie. Bardziej od worka z pięniędzmi, bardziej od urody Angeliny Jolie czy willi na przedmieściach.

Są to ludzie chorzy na nieuleczalne choroby; ludzie, którzy właśnie utracili bliską osobę; ludzie, którzy są zagubieni w swoim bólu i strachu; ludzie, którzy panicznie boją się śmierci.

Kochani śmierci nie ma. Nie istnieje. Śmierć- to słowo, które tak trwożnie brzmi. Śmierć to tylko brama do innego świata. Do świata, który jest bardziej realny od tego tu na ziemi.

Skąd to wiem? Mam zdolności mediumiczne. Kto to jest medium? Medium to jest osoba, która posiada zdolność komunikacji ze światem duchowym. Osoba, która doświadcza duchowych przeżyć.

Jestem również matką, partnerką, zwykłą kobietą, która kocha czytać, jeść, uprawiać sztuki walk, ćwiczyć jogę, krótko mówiąc mam normalne życie. Takie jak każdy z nas posiada. Nie fruwam nad ziemią, nie jestem nawiedzona, nie żywię się energią słoneczną.

Jestem zwykłym człowiekiem, któremu dane jest doświadczać niezwykłych przeżyć.

Kiedy więc odkryłam, że niebo istnieje naprawdę?

Urodziłam się w katolickiej Polsce, więc jako dziecko i młoda dziewczyna uważałam się za katoliczkę. Byłam dosyć niegłupią nastolatką, więc szybko zaczęłam podważać pewne zagadnienia dotyczące naszej wiary. Wiele dogmatów religii katolickiej kłóciło się z moimi wewnętrzymi przekonaniami. Zadawałam mnóstwo pytań, ale nikt nie był w stanie odpowiedzieć na nie w sposób, który by mnie zadowalał. W pewnym momencie pochłonęło mnie życie młodej osoby:  studia, znajomi, zabawa i sprawy takie jak wiara zupełnie przestały mnie interesować. Aż do czasu…

Wiadomość o tym, że moja mama i córka są ciężko chore spadła na mnie jak grom z jasnego nieba i stała się początkiem mojego duchowego przełomu. Myśl o tym, że moja mama odejdzie z tego świata rozrywała moje serce na strzępy. Ból jaki czułam patrząc na moje czteroletnie dziecko, leżące w szpitalnym łóżku był nie do zniesienia. Ciągle zadawałam sobie pytanie: jak to możliwe, że dwa tak ogromne nieszczęścia spadają na jedną osobę i to w tym samym momencie… Wiedziałam, że muszę żyć, ale to życie stało się bezsensowne.

Coraz częściej myślałam o sensie życia. Umieramy i co? I już? A jeśli Bóg istnieje to czemu pozwala, aby dotykały mnie takie tragedie. I nie tylko mnie, codziennie na świecie ludzie cierpią ogromne katusze. I po co to wszystko? Ból, niezgoda na cierpienie moich bliskich wyzwoliły we mnie wręcz ogromną niechęć do wszystkiego co duchowe, związane z Bogiem.

Gdzieś wewnątrz, nieśmiało tliła się jednak nadzieja, że może jednak jest jakieś życie po życiu, że to nie koniec, że moja mama nie odejdzie na zawsze. Zaczełam szukać, czytałam wszystko co wpadło mi w ręce. Czytałam relacje ludzi, którzy doświadczyli śmierci klinicznej (śmierć kliniczną przeżył również mój tata, ale o tym napiszę innym razem). Czytałam książki największych przywódców duchowych. Postanowiłam przewrócić świat do góry nogami, aby dowiedzieć się jak to jest naprawdę. Czy jest jakieś życie po śmierci.

Im więcej poszukiwałam mojej prawdy, tym większy miałam mętlik w głowie. Tym mniej wiedziałam. Któregoś dnia miałam już wszystkiego dosyć, szlochając zaczełam głośno sama do siebie wyrzucać swoje żale. I wtedy usłyszałam głos. Głos ten miał delikatną barwę, ale był bardzo wyraźny, i brzmiał we mnie. Głos ten powiedział: “SŁUCHAJ SWOJEGO SERCA”. Zdębiałam, dosłownie. Nie mogłam uwierzyć w to co się właśnie wydarzyło, a zarazem doskonale wiedziałam, że nie jestem szalona i słyszałam wyraźnie ten głos.

To był mój Anioł Stróż. Po tym wydarzeniu nastąpiła fala niesamowitych, niezwykłych wydarzeń, które dzieją się do dziś. Nawiązałam wspaniałą relację z moim Aniołem Stróżem, z Archaniołami, no i ze Stwórcą, Wszechświatem, Bogiem czy jak kto woli nazywać tę najpotężniejszą siłę czystej miłości. Wiem, że muszę dzielić się tym co mi się przydaża, że muszę dawać nadzieję innym ludziom. To jest mój duchowy obowiązek. Wiem również, że nie jestem nikim wyjątkowym, bo dla Stwórcy każdy z nas jest wyjątkowy, wspaniały i kochany bezwarunkowo. Dlatego też każdy z Was może zbudować ten pomost pomiędzy światem ziemskim a światem duchowym.  Wystarczy tylko, że ufnie otworzycie swoje serca, a w waszym życiu będą się działy rzeczy, o których nie śniło się nawet największym filozofom.

Wybierzcie się ze mną w tą niesamowitą podróż do świata duchowego.

Wiola

 

 

You may also like

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *