O tym, jak mój tata znalazł się w niebie.

 

Pamiętam to jak dziś. Byłam w pierwszej klasie liceum , kiedy mój tata trawiony poważną chorobą zapadł w śpiączkę. Tak po prostu. Usiadł na fotelu i zasnął. Na bardzo długo.

Od zawsze wiedziałam, że kiedy mój tata udaje się na drzemkę, należy go bacznie obserwować, gdyż może się z niej nie obudzić. Kiedy tylko spostrzegłam, że drzemka mojego taty wydłuża się bez końca, natychmiast zaalarmowałam mamę, a ta pogotowie. Mój ojciec został zabrany do szpitala, gdzie natychmiast została postawiona diagnoza.

Śpiączka cukrzycowa. Rokowania: brak szans na wybudzenie. Z miejsca zostałyśmy odarte z jakiejkolwiek nadziei. Lekarze w prostych słowach poinformowali nas, że tata zapadł w śpiączkę cukrzycową, podczas której dojdzie do powolnego zaniku funkcji mózgu, a następnie ustanie praca poszczególnych organów. Dla mnie był to koniec świata.

Nie mogłam, a także nie chciałam uwierzyć w tę straszną diagnozę. Codziennie spędzałam długie godziny przy łóżku nieprzytomnego ojca, mówiąc do niego, bądź modląc się za niego.

Mój tata nigdy nie zawracał sobie głowy sprawami duchowymi. A wręcz miał do nich negatywny stosunek. Stanowczo wyrażał swoją niechęć  w stosunku do księży. Religia nie stanowiła dla niego żadnej wartości, o duchowości nie mówił wcale. Pomimo niełatwego charakteru taty, darzyłam go ogromną miłością. Nie przestawałam więc modlić się za niego.

Siódmego dnia, od zapadnięcia mojego taty w śpiączkę, siedziałam bardzo długo przy jego szpitalnym łóżku. W końcu zostałam grzecznie poproszona o opuszczenie szpitala, gdyż było już dawno po godzinach odwiedzin. Z błaganiem w głosie zapytałam, czy mogłabym zostać trochę dłużej. Bardzo, ale to bardzo nie chciałam zostawiać taty samego. Bałam się, że już go więcej nie zobaczę. Panie pielęgniarki nie miały serca mi odmówić, a więc zostałam. Zdawałam sobie sprawę, że to już siódmy dzień jego śpiączki, a tata nie dawał choćby najmniejszych oznak wybudzania się. Siedziałam tak trzymając go za rękę, zanosząc się od płaczu. Nagle poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Był to młody pan doktor, który patrzył na mnie z ogromnym współczuciem wymalowanym na jego twarzy. W jego oczach zobaczyłam to, czego bardzo nie chciałam widzieć. Brak jakiejkolwiek nadziei dla mojego ojca.

Nazajutrz wybrałam się jak zwykle do szpitala. Szłam powoli, bojąc się tego co tam zastanę. Gdy weszłam na oddział mojego taty, zobaczyłam ogromny ruch przy jego sali. Szybko ruszyłam w tamtym kierunku, aby zobaczyć co się dzieje. Serce mi zamarło, gdy zobaczyłam zaścielone świeżą pościelą łóżko mojego ojca. To mogło oznaczać tylko jedno… Osunęłam się na podłogę.

Panie pielęgniarki otoczyły mnie krzycząc jedna przez drugą: „Twój tata obudził się! Twój tata żyje!”. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Z pomocą pielęgniarek doszłam do innej sali, gdzie na łóżku siedział, jak gdyby nic, mój zadowolony tata! Dopadłam do niego ściskając go i całując przez łzy. Lekarze nie mogli wyjść ze zdumienia! Z medycznego punktu widzenia powinien był nie żyć. To był prawdziwy cud.

Tymczasem tydzień śpiączki zrobił swoje, tata musiał zostać poddany kompleksowej rehabilitacji. Pewnego dnia odwiedzając go w szpitalu, zauważyłam, że ojciec bardzo chce mi coś powiedzieć, tylko nie bardzo wie jak. Postanowiłam zachęcić go, podpytując delikatnie. Tata, patrząc na mnie nieco płochliwie, oświadczył, że ma mi coś niezwykłego do opowiedzenia. Musiałam jedynie obiecać, że nikomu nic nie powiem, gdyż on nie był na to gotowy.

Po czym zaczął opowiadać mi, co działo się z nim, podczas gdy inni opłakiwali go i modlili się za niego.

Tata powiedział, że był w miejscu, które było bardziej realne od tego tu na Ziemi. Najpierw szedł bardzo długo piękną piaszczystą plażą, która zupełnie nie przypominała tych plaż, które miał okazję widzieć. Nie bardzo wiedział dokąd zmierza, ale otoczenie zapierało dech w piersiach, więc szedł dalej.  Szedł i szedł, a plaża wydawała się nie mieć końca.

Co go zdziwiło, to fakt, iż pomimo tak długiej wędrówki, w ogóle nie czuł zmęczenia. Czuł się fantastycznie! Lekko, po prostu wspaniale. Nie czuł bólu, który od lat był jego wiernym towarzyszem. Nagle pojawiły się wokół niego świetliste postacie. Tata nie potrafił ubrać w słowa piękna tych niezwykłych istot. Mówił, iż było ich wiele, a każda niesamowicie piękna. Istoty te, które zapewne były aniołami, towarzyszyły mu w jego wędrówce. W pewnym momencie dołączyła do nich jeszcze jedna postać. Piękny mężczyzna, od którego bił niesamowity blask. W jego oczach jawiła się bezbrzeżna miłość i zrozumienie. Nagle tata zobaczył pewne fragmenty swojego życia, z wielu nie był dumny. Mężczyzna zapytał go, czy tata chciałby już na zawsze pozostać w tej cudownej krainie. Ojciec nie miał wątpliwości, nie pragnął bardziej niczego innego. Tam było cudownie! Na to mężczyzna zwrócił się do niego ze słowami: „To nie jest jeszcze twój czas, masz jeszcze coś do zrobienia, masz szansę wiele naprawić”. I tata obudził się.

Mój ojciec żył jeszcze niecałe dwa lata, po czym na stałe przeniósł się do tej wspaniałej krainy, o której mi opowiadał. Czasami czuję jego obecność, przychodzi do mnie we śnie, jest szczęśliwy.

***

Minęło wiele lat, a mi nadal z ogromną trudnością przychodzi pisanie o tamtych wydarzeniach. Robię to dla tych, którzy pragną nadziei, dla tych którzy boją się śmierci, dla tych, którzy pogrążeni są w żalu po stracie bliskiej osoby.

Śmierci nie ma. Śmierć to tylko wrota do innego, cudownego świata, gdzie nie ma bólu, trosk i beznadziei. Zaręczam.

Wiola

 

 

 

 

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *